
Drożdżowe ciasteczka buźki czyli maleńkie pizze dla dzieci
Może w ten weekend uda nam się wyjechać za miasto na piknik.
Przygotowałyśmy drożdżowe wytrawne ciasteczka – buźki – takie mini mini pizze.
Nie było to zadanie łatwe bo składniki (szczególnie czereśnie) znikały w zastraszającym tempie w buzi mojego pomocnika (dobrze, że miałyśmy zapas).
Przepis na nie przygotowałyśmy w ramach konkursu „Co jeszcze wyciśniesz z pomidora, czyli pomysł na ulubione danie dla dziecka” organizowanego przez Pudliszki.
Składniki na 36 buziek:
ciasto:
500 g mąki pszennej chlebowej typ 750
3 dag drożdży
250 ml ciepłej wody
łyżeczka cukru
3 łyżki oliwy z oliwek
sos:
3 łyżki przecieru pomidorowego
5 łyżek oliwy z oliwek extra vergine
dodatki:
1 opakowanie wędliny sojowej o smaku drobiowym
30 dag czereśni
Wykonanie:
W ciepłej wodzie rozpuszczamy drożdże, kiedy zaczną rosnąć, łączymy wszystkie składniki i zagniatamy ciasto. Odstawiamy do wyrośnięcia.
Kiedy ciasto podwoi swoja objętość, rozwałkowujemy je i dużą szklanką wycinamy z ciasta kółeczka, które układamy na blaszce (ja użyłam maty silikonowej do pieczenia ale może to być też natłuszczony papier do pieczenia).
Składniki sosu mieszamy i smarujemy nim kółeczka.
Czereśnie kroimy na pół pozbywając się pestki – układamy z nich oczy.
Wędlinę kroimy w paski i układamy buzię.
Wkładamy blachę do piekarnika. Pieczemy ok 10 min w 180st.


Sałatka z młodych ziemniaków w mundurkach z fenkułem
Uwielbiam młode ziemniaki a
najbardziej takie wielkości przepiórczego jajka. Nie trzeba ich
obierać, wystarczy wyszorować i mamy produkt idealny do wielu dań.
Dzisiaj przepis na bardzo prostą i
smaczną sałatkę, której przygotowanie zajmie nam 20 min a która
może stanowić kompletny obiad w gorące, letnie dni.
Składniki:
1 kg młodych małych ziemniaków
pół cebuli czerwonej
pół pęczka natki kopru włoskiego
lub pół bulwy
łyżka majonezu
2 łyżki gęstego jogurtu naturalnego
sól
pieprz świeżo mielony
łyżka octu winnego
Wykonanie:
Ziemniaki wyszoruj, włóż do garnka i
zalej osolonym wrzątkiem. Gotuj 10 minut pod przykrywką i odcedź (
będą miękkie ale muszą pozostać jędrne i nie rozpadać się).
Cebulę posiekaj drobno i zalej łyżką
octu winnego by zmiękła.
Fenkuł posiekaj drobno.
Gorące ziemniaki połącz z cebulą i
koprem oraz majonezem i jogurtem. Przypraw do smaku świeżo
mielonym pieprzem.

Sushi maki po polsku
Podobnie jak kilka innych blogerek, dostałam do przetestowania zestaw do samodzielnego zrobienia sushi firmy Blue Dragon. Z przyjemnością skorzystałam z produktów, ponieważ sushi uwielbiam i kilka już razy z lepszym lub gorszym skutkiem przygotowywałam je samodzielnie 🙂
Ponieważ jednak jest lato a ja nie mam sprawdzonego i zaufanego źródła by kupić świeżą rybę do zjedzenia na surowo, wpadłam na szatański pomysł przygotowania sushi po polsku tj ze śledziem z cebulką. Wyszło pyszne !
Na swoje usprawiedliwienie tej małej profanacji powiem wam skąd wziął mi się ten pomysł, otóż z niedawno przeczytanej książki o Japonii „Tatami kontra krzesła” i przeczytanej tam historii sushi „Pierwotnie sushi było sposobem konserwowania żywności. Zauważono, ze fermentujący ryż świetnie się do tego celu nadaje. Solone ryby obkładano więc ryżem, pakowano do beczek. Potem ryż usuwano i jedzono tylko rybę. Świeże sushi do szybkiego podania zaczęto przygotowywać dopiero w XIXw i było to przez długi czas tylko nigiri sushi (początkowo wielkości pączka). Sushi jakie obecnie znamy, można nazwać pochodną japońskiego street foodu.”
Moja opinia dotycząca produktów do sushi Blue Dragon jest następująca: zadowolona jestem bardzo z ryżu do sushi, octu ryżowego, alg nori oraz wasabi i te polecam. Niestety nie jestem zadowolona z 3 produktów, zawierają bowiem konserwanty, których staram się unikać. Sos sojowy nie jest niestety sosem wytwarzanym zgodnie z tradycją japońską bo w składzie ma barwnik – karmel, konserwant sorbinian potasu oraz jedynie namiastkę prawdziwego sosu tj ekstrakt z sosu soi. Marynowany imbir zawiera wzmacniacz smaku glutaminian monosodowy a już zupa miso (której jeszcze nie używałam) ma w składzie glutaminian sodu, guanylan diodowy i inozynian diodowy 🙁
Składniki na porcje dla 3 osób:
1,5 szkl ryżu
6 listków suszonych alg morskich
pasta wasabi
ogórek
300g solonych płatów śledziowych
1 cebula czerwona
dobry gatunkowo olej roślinny – ja użyłam z pestek moreli
ocet ryżowy
sos sojowy
marynowany imbir
zaprawa do ryżu:
9 łyżek octu ryżowego
5 płaskich łyżek cukru
2 płaskie łyżeczki soli

Wykonanie:
Śledzie wymoczyłam przez kilka godzin zmieniając wodę, ułożyłam w słoiku przekładając pokrojoną w plasterki cebulą i zalewając octem i olejem w proporcji 1:1 Zostawiłam na noc w lodówce.
Ryż wypłukałam w wodzie 2 razy. Następnie zalałam go odą i zostawiłam na 30 min, potem znów przepłukałam na sicie. Ryż wsypałam do garnka i zalałam 3 szkl wody. Ugotowałam do miękkości (ponieważ mam kuchnie elektryczną wystarczy, że ryż się zagotuje a ja go przykrywam przykrywka i wyłączam grzanie – płyta kuchni zostaje cały czas ciepła a ryż dochodzi sam do miękkości).
Kiedy ryż będzie gotowy przekładamy go do miski, zalewamy zaprawą do ryżu i mieszamy. Dajemy mu delikatnie wystygnąć.
Na macie bambusowej rozkładamy listek alg (błyszczącą stroną do dołu).
Na nori układamy ryż na 2/3 powierzchni.
Na środku ryżu smarujemy cieniutką warstwę wasabi, układamy na niej kawałki ogórka, śledzia i marynowanej cebuli.
Zawijamy przy pomocy maty bambusowej i kroimy w kawałki o szerokości 2,5 cm ( nóż musi być naprawdę ostry, czego mojemu brakowało…).
Sushi podaje się z sosem sojowym do zamaczania oraz z marynowanym imbirem, który służy do przegryzania między kolejnymi rodzajami sushi, aby oczyścić kubki smakowe.
Wspólne letnie grillowanie z blogerami w siedzibie Knorra
3 czerwca miałam przyjemność towarzyszyć Karolinie z bloga stokolorówkuchni na wspólnym letnim grillowaniu w siedzibie Knorr. Oto kilka zdjęć z naprawdę fajnej imprezy, a wieczorem spróbuję odtworzyć przepis na sałatkę, którą tam przygotowywałam.




zdjęcia : fotograf Knorr
Pełnoziarniste muffinki czekoladowe z czereśniami
Czereśnie to dla mnie kwintesencja
lata.
Zostaliśmy obdarowani wiaderkiem
pięknych, dojrzałych owoców z ogrodu moich rodziców.
Moja dwuletnia córeczka pierwszy raz
je jadła i o dziwo sama radzi sobie z wypluwaniem pestek!
A ja oprócz oczywistego zajadania się
samymi owocami postanowiłam rozpocząć produkcję kilku dań z
nimi, bo wydaje mi się, że czereśnie mało używane są jako
składnik w naszych kuchniach.
Zaczęłam od bułeczek na kształt
muffinek. Pełnoziarnista mąką sprawia, że bułeczki bardziej
przypominają pieczywo niż cukierniczy wypiek, ale dodatek owoców i
odrobiny cukru sprawia, że są naprawdę pyszną przekąską,
idealną na drugie śniadanie czy na kolację do kakao.
Składniki:
300g mąki pszenne razowej typ 2000
150g mąki pszennej jasnej typ 550
1 czubata łyżeczka proszku do
pieczenia
2 jajka
8 łyżek cukru
4 łyżki kakao
1,5 szkl mleka
30 dag czereśni
Wykonanie:
Oddzielnie mieszamy suche i mokre
składniki, potem łączymy razem i mieszamy krótko i niedokładanie.
Do foremek wlewamy po 2 łyżki ciasta. Układamy po kilka połówek
czereśni i przykrywamy resztą ciasta na wierzchu również
układając połówki czereśni. Pieczemy 30 min w 180 st.

Ben Macintyre „Oszukać Hitlera – największy podstęp w dziejach wywiadu”
A dzisiaj coś szczególnego, bo pierwszy na moim blogu wpis przygotowany przez mojego męża 🙂 Recenzja ostatnio przeczytanej książki.
Opis z okładki: José Antonio cieszył się opinią świetnego rybaka. Pewnego kwietniowego poranka 1943 roku wypłynął jak zwykle z Punta Umbria na połów sardynek. To co wyłowił tego dnia z oceanu, rozpoczęło największy przekręt w dziejach wywiadu. Przygotowana przez Brytyjczyków operacja pod zaskakującym kryptonimem „Mielonka” była tak misternie skonstruowana i tajna, że nawet Churchill dałby się nabrać.
Książka „Oszukać Hitlera” przedstawia kulisy operacji „mincemeat”, która wprowadziła w błąd wywiad, dowództwo III Rzeszy oraz samego Hitlera. Przyczyniła się także do ocalenia tysięcy żołnierzy alianckich podczas inwazji na Sycylię.
Autor, Ben Macintyre, korzystając z nowo ujawnionych źródeł zrekonstruował przebieg całej operacji opierając się o świeżo odtajnione dokumenty znajdujące się w archiwach Wielkiej Brytanii.
Książka napisana jest barwnym przystępnym językiem i czyta się ją jak wciągającą powieść sensacyjną z barwnymi postaciami i interesującym „wątkiem głównym”.
Gorąco polecam zarówno pasjonatom jak i osobom które chciałyby dowodu na fakt, że wojen nie wygrywa się jedynie na polach bitew, ale także w dusznych podziemnych bunkrach należących do służb wywiadowczych.
Opis książki:
Wydawnictwo Znak
twarda okładka
rok wydania 2011
ilośc stron 376


