Kuchnia, Zdrowie, Uroda, Fotografia, Literatura, Dzieci, Edukacja Domowa

Pokazuje: 30 WYNIKI
Styl Życia

Warsztaty pieczeniowe z Kasią

 

 

Chciałam napisać wam kilka słów o najsłodszych warsztatach na jakich miałam okazję być 🙂

W ciągu 6 godzin razem z Tomaszem Dekerem, Piotrem Murawskim i innymi blogerkami przygotowaliśmy 5 ciast i 2 torty – czyste szaleństwo !

Zasłodziłam się samym zapachem 🙂

Mam dla was przepisy i skrzętnie zapisywane notatki.

Na blogu możecie już znaleźć recepturę na

Fondant czekoladowy

Creme Brulee

Sernik Nowojorski

Razową tartę z owocami leśnymi,

resztę odszukacie na stronie www.mojeciasto.pl

 

 

Warsztaty pieczeniowe z Kasią

 

 

 

 

 

A dzisiaj zapraszam Was na Brownie:

 

Składniki:

120g gorzkiej czekolady

1 kostka do pieczenia Kasia

400g cukru

2 opakowania cukru waniliowego

4 jaja

60g mąki pszennej

½ łyżeczki soli

Wykonanie:

Czekoladę rozpuścić z Kasią w kąpieli wodnej. Następnie do masy dosypać cukier i wymieszać.
Dodać cukier waniliowy i jaja, a na końcu mąkę i sól. Dokładnie wymieszać. 


Masę przełożyć do formy (40×40 cm), posmarowanej Kasią i posypanej mąką. 


Piec 30-35 minut w temperaturze 165 stopni.

 

 

Warsztaty pieczeniowe z Kasią

 

 

 

 

 

 

Oprócz wypieków mogłyśmy zobaczyć jak temperuje się czekoladę, jak przygotowuje pralinki (te były wyjątkowo smaczne – z nadzieniem z marakui), jak prosto i efektownie udekorować torty.

Wzięłyśmy udział w fajnym teście sensorycznym, w którym musiałyśmy odgadnąć kilka kulinarnych zapachów – co wcale nie jest takie łatwe 🙂

 

 

 

 

Warsztaty pieczeniowe z Kasią

 

 

 

 

Zresztą obejrzyjcie filmik i zobaczcie sami jak świetnie się bawiłyśmy 🙂

 

 

 

Styl Życia

Warsztaty rybne z Gavinem Baxterem

 

 

Pod koniec sierpnia z zaproszenia Global Fish byłam w Olsztynie na warsztatach poświęconych rybie barramundi. Było to moje pierwsze spotkanie z tą rybą, udałam się więc na Mazury z chęcią i  zainteresowaniem, tym bardziej że wspólnemu gotowaniu miał przewodniczyć szef kuchni hotelu Mariott Gavin Baxter.

Nasze spotkanie rozpoczęło się od wyprawy do pierwszej w PL hodowli tych ryb. Muszę przyznać, że zupełnie nie mogłam wyobrazić sobie jak taka hodowla wygląda. Spodziewałam się chyba jakiś stawów na powietrzu a tymczasem okazało się, że wszystko dzieje się pod dachem, w niedużych basenach, w których temperatura wody ma powyżej 25 stopni.

Ryba barramundi w naturalnych warunkach żyje u wybrzeży Australii, jest drapieżnikiem, osiąga długość do dwóch metrów i wagę do 20kg. W hodowli polskiej po roku jest odławiana i sprzedawana, kiedy to z narybku rośnie do 1-1,5kg .

Co ciekawe, dowiedzieliśmy się że z racji bycia drapieżnikiem jest tutaj karmiona sztuczną karmą na bazie mączki rybnej i olei i wprowadzana w stan otumanienia i wyciszenia za pomocą kilku kropli olejku goździkowego dodawanego do wody.

kalosze

 

 

staw

 

 

odłów

 

 

ryba

 

 

Po wyjściu z hodowli podziwialiśmy jeszcze ogromną szklarnię pełną sałat i ziół, które co ciekawe rosły na podłożu, którym była jedynie mała gąbka, a wszystkie składniki potrzebne do wzrostu czerpały właśnie z wody, w której wcześniej pływały ryby i która zostaje spożytkowana do podlewania.

bazylia czerwona

 

 

pak choy

 

 

papryka

 

 

Po południu przystąpiliśmy do gotowania.

Gavin zaczął warsztaty od opowieści o rybie w Australii, od pokazu filetowania jej, co mieliśmy potem pod jego okiem powtórzyć.

Przygotowaliśmy trzy bardzo fajne dania, na które przepisy przedstawię wam zaraz w oddzielnych postach, bo uważam że są ciekawe i warte tego by zostały udokumentowane (nawet dla mojej pamięci 🙂

 

Gavin Baxter

 

 

stanowisko pracy

 

 

soliród

 

 

dania

 

 

ja i Magda

 

 

Co jest takiego w barramundi i jakie są moje o niej wrażenia po warsztatach.

Nie znałam tej ryby, szczerze to nawet o niej nie słyszałam wcześniej. Aspekt poznawczy jest dla mnie zawsze dużym walorem, to już plus.

Bardzo się obawiałam, muszę przyznać, czy nie będzie to jakich dziwny chiński wynalazek typu panga – przekonałam się, że życie ryb w tej hodowli jest ok.

Kiedy na spotkaniu usłyszałam, że to ryba słodkowodna, pomyślałam „hmm kurcze, nie lubię”, zawsze jednak staram się próbować nowych rzeczy, choćby to była ostryga 🙂 Mięso okazało się zwarte, delikatne, a smak „bagna” który zwykle u stawowych ryb mi przeszkadza, tu był ledwo, ledwo wyczuwalny.

Co jest największym plusem? Ryba ta nie posiada drobnych ości, właściwie jedyne to kręgosłup! Podobno w Australii zajadają się nią dzieci.

Ciekawostką przydatną podczas gotowania jest też to, że surowe mięso tej ryby jest lekko szare a poddane obróbce termicznej zmienia się w biały kolor – łatwo więc sprawdzić czy ryba już się ugotowała czy jest jeszcze surowa.