
Styl Życia
Lampion z dyni – Nietoperz

W tym roku lampion z dyni na ostatnia
chwilę, więc i wycięcie bardzo łatwe.
Wystarczy, że odkroicie wierzch (lub
kawałek z tyłu) dyni, wydrążycie ją łyżka lub ręką z pestek
i miękkiego miąższu.
Teraz czas na wzór – markerem
rysujemy na dyni nietoperza.
Teraz ostrym nożem odcinamy górę
wzoru i okienko nad nim, oraz dół wzoru i okienko pod nim. Nie
wycinamy boków skrzydeł – one będą trzymały nietoperza z
dynią.
Do środka wstawiamy świeczkę i
gotowe.



T-bar Warszawa ul. Szpitalna 5 – relacja
Dzisiaj chciałam was zaprosić i polecić kolejny lokal, który odwiedziłam, a będzie mowa o niezwykłym miejscu.
W samym centrum Warszawy, (niedaleko Marszałkowskiej) na ulicy Szpitalnej 5 powstał T-bar by Dilmah.
Po pierwsze jest to herbaciarnia z prawdziwego zdarzenia, pierwsza tego typu w Polsce.
Serwują tam kilkanaście herbat różnego rodzaju i gatunku, od białych przez zielone po czarne, aromatyzowane, smakowe oraz ziołowe, zaparzone zgodnie z ceremonią!
Oczywiście poza napojami, lokal serwuje również dania, których receptury układał Kurt Scheller. W menu, do każdego z dań przypisana jest rekomendacja, która z herbat idealnie będzie się z nim komponować.
Mój wybór padł na Italian Almond Tea- wspaniałą czarną herbatę pachnącą migdałami. Polecam !

Z karty zamówiłam pyszne Curry z warzyw. Moi towarzysze wybrali Czarną herbatę cynamonową a do tego omlet po lankijsku oraz Lampreis z jagnięciną w towarzystwie herbaty Sencha.

Na uwagę zasługuje też stylowe wnętrze zaprojektowane przez Kaczmarek Studio.


Warsztaty sensoryczne dla blogerek – relacja
W sobotę miałam przyjemność wziąć udział w niezwykle ciekawych warsztatach na które zaprosiła mnie firma Agros Nowa (której markami są np. produkty Łowicz, Kotlin, Tarczyn, Włocławek, Dr Witt). Razem z ośmioma innymi blogerkami najpierw wysłuchałyśmy prelekcji o procesie powstawania nowego produktu w firmie, o jego wprowadzaniu na rynek, o potrzebach i oczekiwaniach konsumentów i edycjach limitowanych produktów. Bardzo ciekawie było wysłuchać badań rynkowych, z których wynikało, że większość kobiet w Polsce nie lubi gotować, głównie dlatego, że nie mają na to czasu, nie mają pomysłów, bo muszą robić to ciągle i z reguły gotują to samo – podejście jakże różne od mojego czy innych obecnych koleżanek – blogerek.

Sednem spotkania były warsztaty sensoryczne, podczas których miałyśmy ćwiczyć język aromatów i smaków. Próbowaliśmy najpierw wyrazić swoje odczucia i skojarzenia związane z kolejno podawanymi na testerach zapachami (np. wanilii, waniliny, karmelu, mlecznej czekolady, żółtych owoców, zapachu maślanego czy balsamicznego) potem zidentyfikować je i zapamiętać by na koniec móc sprawdzić czy wszystkie je odróżniamy.

Najtrudniejsze okazały się ćwiczenia z rozpoznawaniem 5ciu podstawowych smaków: słodkiego, słonego, kwaśnego, gorzkiego i umami. O ile słodki i słony rozpoznawalne są od razu, o tyle gorzki i umami były najtrudniejszą zagadką ( tym bardziej, że próbki smaków były bardzo delikatne).

Próbowałyśmy też odgadnąć smaki jogurtów naturalnych, niczym nie barwionych (okazało się, że był to smak maliny, brzoskwini, ananasa i jabłka) by przekonać się jak trudne jest to zadanie, gdy nie sugerujemy się kolorem. Wynika z tego kolejne potwierdzenie tezy – jak ważny jest wygląd potrawy – bo często na pierwszy rzut oka mamy już o potrawie zdanie.

Spotkanie zakończyło się wspólnym lunchem, podczas którego miałyśmy okazję spróbować dwóch dań – schabu w sosie piwnym i zapiekanki makaronowej z szynką w sosie pomidorowo-ziołowym, przygotowanych na bazie najnowszego produktu firmy – sosów Łowicz „Dziś na obiad” (choć musze przyznać, że dania zupełnie mi nie posmakowały…)

Bardzo dziękuję firmie Agros Nowa za zaproszenie a wszystkim blogerkom za interesująco spędzony czas 🙂
ZOO w Warszawie
Korzystając z pięknej pogody
postanowiliśmy zrobić sobie miły spacer po warszawskim ogrodzie
zoologicznym.
Jeśli macie ochotę, zapraszam do
obejrzenia kilku migawek 🙂







Lublin – starówka i zamek
Warto pojechać do Lublina dla samego
zamku i starego miasta, które jest bardzo urokliwe ale też bardzo
zniszczone (takiego zagęszczenia kamienic z napisem „Uwaga grozi
zawaleniem!” nie widziałam jeszcze na tak niewielkim kawałku
ziemi – niemniej jednak, one też budują klimat. A już
najdziwniejsze jest to, że niektóre budynki z tabliczką zakazującą
wejścia są nadal zamieszkiwane a już znakomita część ma
pootwierane wejściowe drzwi).
Pogoda nam dopisała, więc przeszliśmy
okolice zamku wszerz, wzdłuż a także dookoła i było na co
popatrzeć i czym się pozachwycać.
Zaskakujące dla mnie też było to,
że samochodem podjechaliśmy pod sam zamek i parking był niepłatny
( w Warszawie w centrum już prawie nie ma takich miejsc, o starówce
w ogóle nie wspominając bo jest odcięta dla ruchu drogowego).
Zapraszam też do obejrzenia fotorelacji z Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie















Europejski Festiwal Smaku w Lublinie
Wczoraj wybraliśmy się na Europejski Festiwal Smaku do Lublina – sobota był drugim dniem jego trwania.
Cieszę się, że w Lublinie byłam pierwszy raz, bo udało nam się przejść wszerz i wzdłuż urokliwą Starówkę, obejrzeć Zamek oraz Muzeum malarstwa, ale to pokażę wam jutro.
Dziś fotorelacja z Festiwalu.
Sobotni program imprezy przewidywał Jarmark Św Jacka – na rozstawionych na lubelskiej starówce stoiskach można był skosztować żywności ekologicznej, wyrabianych metodą tradycyjną wędlin, serów zagrodowych, miodów, produktów litewskich i ukraińskich np. chlebów, wypieków, nalewek, wędlin czy kupić ceramikę np. z Bolesławca.





Po południu na scenie festiwalu obejrzeliśmy przedstawienie „Smak Jana III Sobieskiego” w którym można było usłyszeć receptury na dania z epoki czy oczywiście Listy do Marysieńki.


Wieczorem odbył się koncert ukraińskiego zespołu.


