Co może być fajniejszego niż sobotni wypad na kolację do restauracji?

Lubimy to 🙂

Dlatego obwieszczam założenie nowego działu z recenzjami lokali w których byliśmy.

Początek niestety niezbyt ciekawy, po pokażę dziś lokal którego serdecznie nie polecamy i jeśli miałabym przyznawać punkty ten dostałby 3 emotikonki rzygające bo właśnie tak czułam się wracając do domu po spróbowaniu zaledwie 3 dań. I tym sposobem dzisiaj kupiłam sobie weekendowe sensacje żołądkowe za jedyne 100zł.


Dzisiejszego popołudnia wybraliśmy się do restauracji „Staroświecka” w Konstancinie-Jeziorna.

staroswiecka

Z zewnątrz lokal świetnie się przedstawiał, zresztą w środku też zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Świetne połączenie starych elementów wystroju (nawiązujących do nazwy lokalu) z nowoczesnymi, powodowało naprawdę fajny klimat.

staroswiecka

 

staroswiecka

Kolejnym plusem były ceny, można powiedzieć umiarkowane, niezbyt wygórowane.

Obsługa tez bardzo miła. Kelner, choć był cudzoziemcem a ja męczyłam go pytaniami o składy potraw, zawsze z cierpliwością i w miły sposób udzielał odpowiedzi.

Niestety na jedzeniu zupełnie się zawiodłam. Daliśmy radę tylko przystawkom a i tego żałuję, bo do domu wróciliśmy chorzy.

Pierwsze pojawiły się Winniczki pieczone w maśle czosnkowym (8szt -15zł). I niestety danie śmierdziało odkąd tylko wjechało na stół. Powinnam z powodu samego zapachu odmówić zjedzenia dania. Niestety chyba w chwili słabości czy z braku asertywności, czy może z posiadania głupiej cechy naszego narodu tj udawania, że wszystko jest ok, pokusiłam się by spróbować. Może po to by dowiedzieć się dodatkowo, że ślimaki, które miały być przysmakiem wprost z pieca z aromatycznym masełkiem, okazały się śmierdzącymi ślimakami polanymi zimnym zupełnie masłem.

Nachos z sosem serowym (15zł) – czyli hit nr 2. Zgadniecie jak tą najprostszą na świecie meksykańską przystawkę serwuje restauracja pretendująca do bycia „tą z wyższej półki”?

Kupuje paczkę chipsów nachos o smaku serowym, po czym wysypuje je na elegancki talerz podając sos z sera niestety udającego ser Blue.

Po pierwszym kęsie już wiedziałam, ale koniecznie musiałam zapytać kelnera o skład sosu i chipsów. Poszedł do kuchni zapytać się. Dowiedział się, że są z przyprawami o smaku serowym i że kupują gotowe. Nie udało mi się dowiedzięć czy miały w składzie glutaminian sodu, ale sądząc po smaku niestety tak.

Finałowym daniem dla nas – bo na nim zakończyliśmy przygodę z jedzeniem były Naleśniki z mozzarellą, suszonymi pomidorami i rukolą (2 szt – 19zł). Okazały się naleśnikami z kawałkami mozzarelli i całymi suszonymi pomidorami w środku (rukoli nie było w naleśnikach, również na talerzu nie znajdował się ani jeden jej listek) średnimi z plusem w smaku. Może byłyby nawet dobre, gdyby podano je ciepłe. Kucharz naprawdę musi być człowiekiem mającym czas na wszystko w życiu, bo nie dość, że na jedzenie (czytaj chipsy z torebki) czekaliśmy 50 minut, to dania które powinny być chociaż ciepłe okazały się zupełnie zimne a niektóre stare i powodujące rozstrój żołądka a tym samym kwalifikujące się na zadanie dla sanepidu, czym chyba się staną.

stare slimaki