Wydawnictwo Muza

 

Właśnie skończyłam czytać tę książkę i myślałam, że pęknę ze śmiechu, więc śpieszę wam o niej donieść i serdecznie polecić. Mi zagwarantowała naprawdę świetną rozrywkę na dwa dni (szkoda, że tak szybko się ją czyta).

To opowieść o Hani Bani – dziewczynce grubej, zakompleksionej, uwielbiającej jeść, czytać i wszędzie poszukującej obiektu pierwszej miłości. Przezabawna opowieść, ale również bardzo ciekawa, ze względu na świetnie oddany klimat epoki Gomułki.

To moja pierwsza przeczytana książka Hanny Bakuły, a skusił mnie do tego opis recenzenta książki, który zapewnia że chętnie zjadłby wszystkie liczne dania przygotowane w książce. Ja pewnie też bym chętnie ich spróbowała, ale dla mnie każde opisy tych dań to również jedne z najśmieszniejszych momentów powieści, bo nasza bohaterka przezwisko Bania zawdzięcza jedzeniu niesamowitych ilości, czwartych i piątek dokładek ku zgorszeniu innych oraz skutecznym metodom wyjadania dań by nikt nie zauważył czy wynajdywania smakołyków, które cała rodzina z wielką pomysłowością przed nią ukrywa. Zapraszam was na małą próbę śmiechu – oto kilka cytatów :

„Obudziła się rano, po ciemku, owiana zapachem pięciu mięs przygotowywanych na pasztet. Lekki aromat schabu mieszał się z cebulkowym i wątróbkowym. Spojrzała na półmiski pierogów z kapustą i grzybami, które obsychały na biurku Dziadka lekko przykryte lnianymi ściereczkami. Nie wolno ich było jeść, tak jak karpia w galarecie schowanego w spiżarni ani śledzi. Zresztą nie było jak się do nich dostać bo w kuchni Babcia i Stefa przygotowywały brytfanny na pasztet. Hania włożyła filcowe kapcie i zjadła jednego pieroga. Był pyszny, choć zimny. Naprawdę smakował dopiero piąty. Smak rozlewał się po ustach i ciele. Postanowiła być damą i zjeść tylko dziesięć sztuk przed śniadaniem. Pierogi się porozsuwa i nikt nie zauważy […] Sprawa pierogów się wydała bo Babcia liczyła wszystko, nawet kopytka, więc zrobiła się mała draka. […] Wigilia zaczęła się… Hania patrzyła tęsknie na stół, na który właśnie wjechały odsmażone pierogi, karp w galarecie oraz w panierce i grzyby w cieście. Hania sięgnęła po pieroga, ale Babcia spojrzała na nią jak ksiądz.”

„ Choinka była wielka jak zwykle. Hania wieszała zabawki na pachnących gałązkach i myślała co dalej, cały czas podjadając. Schab oskubała od spodu, tak że wyglądał jak kopiec termitów. Z pasztetami było podobnie, choć wyżarcie tak, żeby nie został ślad, wydawało się niemożliwe.”

„W spiżarni było ciemno, choć nikle światło padało przez małe zakratowane okno. Tort stał na półce i lśnił czarna polewą ozdobiona skórka pomarańczową i orzechami włoskimi z własnego drzewka. Dookoła stała dosłownie kałuża czekolady. Za dużo na zjadanie palcem. Skoczyła po łyżeczkę Wiedziała, że kobiety w ciąży potrzebują cukru. Kiedy talerz był pusty, a tort wyjedzony od spodu wyglądał jak grzyb atomowy, zdecydowała się na imię Kamila […]”

Hanna Bakuła „Hania Bania – tornado seksualne”